Do naszej redakcji trafiły niedawno słuchawki Lioncast LX20. Nim przejdziemy do recenzji, chciałbym zaznaczyć jedną rzecz. Na co dzień jestem użytkownikiem słuchawek Steelseries Siberia 200 w edycji Omen by HP. Nie jestem audiofilem i zależy mi tylko na czystym dźwięku i dobrym, miękkim basie. Nie będzie to kolejna recenzja porównująca pasmo przenoszenia, stosunek sygnału do szumu i inne techniczne aspekty, tylko odczucia przeciętnego użytkownika używającego sprzętu ciut lepszej jakości. Zatem zaczynajmy.

Opakowanie standardowe, estetyczne, nie robi oszałamiającego wrażenia (chyba, że znęcał się nad nim kurier i jest artystycznie zgniecione). Na szczęście słuchawki męki przetrwały w formie nienaruszonej.

Wyjmując słuchawki z pudełka i rozpakowując folię od razu zwróciłem uwagę na ekoskórę. Pokryty nią pałąk i nauszniki są przyjemne w dotyku i to jest pierwszy sygnał, że mamy do czynienia ze sprzętem z wyższej półki. Słuchawki na głowie leżą bardzo dobrze. Miękkie wykończenie pałąka sprawia, że długotrwałe ich noszenie nie sprawia uczucia dyskomfortu. Nauszniki kształcie elipsy przylegają dość dobrze. Aczkolwiek sama forma nam akurat nie przypada do gustu. Zdecydowanie lepiej przylegają słuchawki Steelseries, których używamy na co dzień, a nauszniki są okrągłe.

Pozostałe elementy słuchawek Lioncast LX20 są wykonane z plastiku. Regulacja działa poprawnie, nie ma problemów z dopasowaniem ich do owalu twarzy. Świecący plastik znajdujący się na zewnętrznej stronie słuchawek łatwo się palcuje i zbiera kurz. Jednak taki design słuchawek wygląda ciekawie, no i nie może wszystko być och, ach.

Co do dźwięku to jest dobrze. Przetestowaliśmy słuchawki na wybranych utworach z różnych gatunków muzycznych i spisywały się one bardzo dobrze. Cały czas pragniemy przypomnieć, że porównujemy je ze słuchawkami na co dzień używanymi i skupiamy się na naszych wrażeniach muzycznych jako zwykły użytkownik. Według producenta zastosowane w nich „wysokiej jakości 50-milimetrowe przetworniki neodymowe” nie wyrwą nikogo z kapci (do majtek daleko). Natomiast używanie ich na co dzień do CS’a, oglądania filmów, czy słuchania muzyki nie sprawi nikomu zawodu (za tą cenę). Dźwięk jest czysty i przyjemnie się go słucha.

Lioncast LX20Mikrofon… No nim go znalaźliśmy w pudełku ciut minęło. Nie jest to efekt tego, że jesteśmy nierozgarnięci, tylko zawieruszył się między papierami w pudełku. Może to i śmieszne, ale nigdy nie spotkaliśmy się do tej pory z mikrofonem odpinanym przy słuchawkach. Jego działanie jest w porządku. Na pewno dogadamy się w grach sieciowych i na Skype.

Lioncast LX20

W dobie miniaturyzacji, uwagę przykuwa pilot. Generalnie w tej wielkości obudowie obecnie mieszczą się płyty główne smartwatch’y z LCD. My do dyspozycji mamy włączenie/wyłącznie mikrofonu i regulację głośności… Nie ukrywamy, że po wyjęciu słuchawek z opakowania myśleliśmy, że schowanych jest tam więcej funkcji.

Podsumowanie

Małe podsumowanie oparte na naszych refleksjach. Przeglądając obecnie Internet uważamy, że te Lioncast LX20 są w porządku jak na swój segment cenowy. Chodzi tu zarówno o jakość dźwięku jak i wykonanie. Za około 120 złotych dostajemy kompletny produkt, który jest opisywany jako dla graczy. Natomiast mamy mieszane uczucia czy to najlepszy wybór w tej kategorii cenowej.

Wszak do wyboru są jeszcze takie modele, jak SNAB Overtone HS-42M, Superlux HD681, Koss Porta Pro, Sennheiser HD 201 czy ISK Audio HP-580. Owszem te modele nie posiadają mikrofonu, ale ten w słuchawkach nie jest super jakości. I wystarczy po prostu dokupić sobie dopinany do kabla.